dowodzący 'Meduzą'

Z Sokołowiczem o socjaliźmie.

In Uncategorized on Lipiec 25, 2010 at 10:14 am

(j)a [Marcel Hans, przyp. red.]
(M)arcin Sokołowicz [dawniej Komosiński, przyp.red.]

j: Co sądzisz o Socjalistycznej Partii Pracy?
M: partia całkiem w porządku, działa dla dobra RSiT głównie dlatego że jest aktywna

J: a jej członkowie? Karton, Trydencki, ja i kiedyś Marcin i William co o nas sądzisz? Idioci tak jak kiedyś sugerowano? Może marzyciele? A jednak może realiści?

M: jaki Marcin?
J: Krasicki.

M: z tego grona najlepiej kojarzy mi się Adrian, może dlatego że nadal jest w RSiT, Karton zachowuje się jak fanatyk a William nie ogranicza socjalizmu tylko do v-świata (niestety) :D
Marcin jakoś nie zapadł mi w pamięć

J: Marcin zajmował się kulturą przecież. Ale mniejsza. Ale wiec wg. Ciebie ten „fanatyzm” Kartona przeszkadza RSiT? Przecież ostatnio to on dał kopa do zmian swoją gazetką.
M: niby tak, ale nie lubię ludzi którzy nie szanują poglądów innych i swoim sposobem bycia powodują czyjś niesmak

J: Czyj?
M: na przykład mój

J: Ale co to ma do wkładu w państwo?
M: nic, po prostu piszę co sam czuję :D

J: No dobra ostawmy to. A co sądzisz o dotychczasowych sukcesach SPP? Było tego trochę. Poprzednia konstytucja, czy statut niepodległościowy. Ożywienie forum także przez Ruch Ludzi Pracy, Metropolitalny Plebiscyt Aktywności, czy ostatnia ustawa o Markach?

M: no to są niewątpliwe sukcesy SPP, choć śmiem twierdzić że są one głównie a może i wyłącznie Twoją zasługą

J: A jeśli ja powiem, że są sukcesem SPP? Konstytucja była tworzona razem z kartonem, a MPA pomaga prowadzić Adrian. A może inaczej. Może uznasz, że są to sukcesy naszej myśli ideowej – naszego poglądu na lewice, który realizujemy?
M: Mogę to uznać, czemu nie

J: No dobrze, co więc sądzisz o tych dokonaniach? Jak je oceniasz? Wrzucimy je na chwilę do jednego worka. Na plus czy na minus?
M: Wszystko co prowadzi do rozwoju państwa oceniam na plus, a więc to nie będzie wyjątkiem

J: Szanuję Cię i szczerze mówiąc lubię. Może właśnie dlatego nasze spory merytoryczne zawsze trwały w konkretnych wątkach i inaczej niż z innymi nie tworzyły się kłótnie. Więc właśnie Ciebie pytam jak oceniasz poziom merytoryki członków SPP od 1 do 10 w sprawach mikronacji?
M: w sprawach mikronacji mogę zaryzykować 10 ;)

J: Dzięki, w takim razie od razu przejdźmy dalej. Socjalizm Mikronacyjny – co sądzisz o tej ideologii mikronacyjnej? Szajs? Utopia? Teoria do wdrożenia? Częściowo lub całkowicie wprowadzone za mojej kadencji?
M: w warunkach mikronacji Socjalizm Mikronacyjny może się sprawdzić – myślę, że częściowo został on wprowadzony za Twojej kadencji

J: To krótka piłka: największe plusy ideologii i minusy – w oparciu o to co było za mojej prezydentury.
M: plusy to oczywiście aktywność i ogólny dobrobyt oraz rozwój państwa.
Minusy to dość opasły system prawny, który do dziś pozostał

J: No już myślałem, że będziesz bardziej pro niż nasza propaganda :D To teraz może przejdźmy w Twoje klimaty. Dlaczego nie byłeś członkiem Prawicy Narodów?
M: Nie podobała mi się atmosfera w tej partii – brakowało chęci do działania, porządnego szefostwa, planów na przyszłość

J: Hmm na czym polega problem partii prawicowych w Rzeczpospolitej? Mass-partie się nie sprawdzają? A może to idea? Chociaż z drugiej strony niezrozumiałe jest to, że przy tylu zaletach SPP ma mniej członków niż partia prawicowca, ale to SPP działa lepiej – co sam musisz przyznać.
M: Mała ilość członków akurat jest zaletą – partie z wieloma członkami nie sprawdzają się, bo masa zwyczajnie ciągnie w dół. Im większa liczba ludzi tym więcej zdań i rozbieżności – trudniej dojść do consensusu. Jednak akurat to nie było problemem PN – tam mieliśmy do czynienia z całkowitym zanikiem inicjatyw co doprowadziło do upadku partii. Co do idei, powiem krótko: bez gospodarki, waluty i zasady, że by przetrwać potrzeba wykonywania jakiejś cyklicznej czynności jak choćby żywienia pogląd liberalny nie ma szans z socjalizmem, który może się bez tego obejść.

J: A rządy prawicowe? Miały miejsce kilkukrotnie i także się nie sprawdzały. Dlaczego? Mówiąc o rządach prawicowych mam oczywiście na myśli rządy polityków z partii prawicowej.
M: Jak już mówiłem PN na początku może i miała ciekawe pomysły, ale jak zwykle zabrakło konsekwencji i ciągłości. W pewnym momencie zaczęły się również wspomniane wcześniej problemy wewnętrzne i rząd stał ugorem.

J: A partia centrowa? Chęć stworzenia takiego bytu ma nowy obywatel – Marcin Kozłowski. Co o tym sądzisz? Ma szanse działania? Może sam do nie wstąpisz?
M: Jeżeli nie zabraknie mu chęci i pomysłów to czemu nie? Szanse działania ma każda partia, niezależnie od poglądów. Mam bowiem taką teorię, iż nazewnictwo nie ma w v-świecie żadnego znaczenia – liczy się aktywność i efekty tej aktywności.

J: Ciekawe. A więc wstąpiłbyś do SPP?
M: Jeszcze kilka miesięcy temu za nic w świecie – wierzyłem bowiem, że w v-świecie można utworzyć dwa przeciwstawne sobie bloki: socjalizm i liberalizm. Odkryłem jednak, że to nie ma żadnego znaczenia – liczy się dobro RSiT a przy tak okrojonych zasadach v-życia każde działanie, które powoduje jakiś pozytywny efekt jest słuszne – niezależnie jak to nazwiemy.

J: To jeszcze na koniec – co proponujesz SPP aby jej wizerunek w RSiT się polepszył?
M: Wielu ludzi sugeruje się nazwą, które negatywnie kojarzy się realnie. Myślę, że jej zmiana mogła by pomóc, aczkolwiek ciężko będzie już odkleić nalepkę z napisem „socjalistyczna”. ;)

J: Dzięki serdeczne za wywiad i życzę Tobie, ale także całej RSiT by nasza kadra pokonała Elderland jutro. No i szczęścia w v-życiu :D
M: Dziękuję. Wzajemnie

J: Dzięki, do napisania!
M: pa!

Anarchodemokracja

In Uncategorized on Lipiec 20, 2010 at 3:51 pm

Świat realny słyszał o anarchokapitalizmie, o anarchokomunizmie, o anarchizmie, ale nie o systemie powstałym w RSiT, nie o anarchodemokracji. Nie jest to jednak system, do którego ktokolwiek by dążył, o którym ktokolwiek by marzył. Nie jest to system, który występuje gdziekolwiek w v-świecie. A mimo to niepodzielnie w RSiT panuje anarchodemokracja. Czy to źle? Czy to dobrze? Szczerze mówiąc sam nie wiem. Nie wiem czy anarchodemokracja to ostatni przystanek w kierunku „upadek”, czy pierwszy przystanek w kierunku „odrodzenie”, a może środkowy przystanek i tutaj będzie trzeba się przesiąść? Tego chyba nie wie nikt, no chyba, że Zenek da nam wykład…

Na czym polega ta anarchodemokracja? Żeby to w pełni zrozumieć trzeba przybliżyć obecny system społeczno-polityczny FAKTYCZNY (tak faktyczny, w żadnym wypadku prawny) jaki panuje w Rzeczpospolitej. Odrzuciliśmy Izbę Narodów – parlament. W zamian za to wybraliśmy Zgromadzenie Powszechne, gdzie każdy obywatel ma głos. Od miesiąca wszelakie akty prawne przyjmuje (bądź odrzuca) Zgromadzenie Powszechne od rozporządzeń przez uchwały po ustawy. Jednak taki organ istnieje w wielu innych krajach. Nas odróżnia fakt, że władzę wykonawczą powołuje owe Zgromadzenie, a w związku z tym stara władza wykonawcza (czyt. Wiceprezydent, rząd itd) nie musi nic robić. No i tyle władzy. No jeszcze sądownictwo, ale to już inna bajka. A więc de facto całą władzę na razie FAKTYCZNE (tylko to nas interesuje) sprawuje Zgromadzenie Powszechne.

A aktywność? Przecież ona jest ważniejsza niż jakieś tam podziały zadań władzy i inne p*erdoły. No właśnie można chyba szczerze powiedzieć, że w całej tej anarchodemokracji jest bardziej aktywnie niż wcześniej. Nie ma cudów – wiadomo. Jest za to merytorycznie. Pisząc 20 postów wiem, że większość dotyczy ważnych tematów. I tak wszystko rozbija się o politykę zagraniczną, listę aktywności Krzysia, wojnę z Parlandią, czy chociażby dyskusję o polityce socjalnej państwa. Ostatnio dodatkowym tematem jest też porządek na forum. Kajś tam dysputuje się o historii Zongyi i całego v-świata. W innym miejscu można poczytać ciekawą historię z metaforami i aluzjami do obywateli RSiT i sytuacji w kraju.

A więc de facto władza uległa anarchizacji. Istnieje jeden wspólny organ, w którym zasiadają wszyscy aktywni obywatele. Aktywność napędzana jest przez dyskusje dot. v-świata, a nie sam spam. Dlaczego jednak twierdzę, że jesteśmy pod tym względem wyjątkowi. A Mikrosławia? Oni mają podobnie. Ano mają podobnie, ale Skrijata nie odwołają w każdej chwili i mają jakiś większy porządek, tzn. więcej zasad. U nas to wszystko jest trochę robione na dziko, ale ja wcale nie mówię, że to źle! Ciekawi mnie cholernie, co będzie gdy anarchodemokracja się skończy. Na pewno się skończy, gdy przyjdzie więcej obywateli.

M. Hans (-)

Państwo, a narodowość.

In Uncategorized on Lipiec 7, 2010 at 5:21 pm

W świecie realnym trwają dyskusje czy oddzielić państwo od Kościoła (vide np. Czechy), czy jednak zespolić w jedność (vide państwa arabskie). W państwach wirtualnych z tym problemów nie ma, bo najpierw było państwo, a potem v-religia. Jednak pojawiają się inne problemy. Poprzednio otwarłem debatę w Trizondalskim Domu Kultury i Tradycji o problemach i potrzebie istnienia samorządu, a wówczas przyklejono mi łatkę narodowca, „drugiego de Limy” – nie podoba mi się zamykanie debaty przez tworzenie tematów tabu. Jeszcze poprzednia debata, a właściwie dyskusja dotyczyła głosów niezadowolenia ze Sclavińczyków. Dzisiaj postaram się o pewne podsumowanie i liczę na odpowiedzi wszystkich stron: narodowców, kosmopolitów oraz tych po środku. W świecie wirtualnym istnieją dwa typy państw: państwa narodowe i państwa wielonarodowe lub jak kto woli ponadnarodowe. Państwa te chociażby miały ten sam ustrój, ten sam kształt mapy, podobne prawa to i tak społecznie będą całkowicie różne co oczywiście zobaczy każdy obserwator. Jednak największymi problemami podziału tych państw są 2 fakty: gdy państwo wielonarodowe chce być państwem narodowym (vide Sarmacja) lub gdy państwo jednonarodowe chce być państwem wielonarodowym (vide Skarland – te wojny domowe to chyba o narody chodziło? jeśli nie to mój błąd). Wówczas prowadzi się tylko do konfliktów. Kolejnym problemem jest gdy niektórzy obywatele chcą wmówić, że zamiast państwa wielonarodowego (jak jest de facto) istnieje państwo narodowe jednego narodu (załóżmy istnieje państwo gdzie są 2 narody: x i y to x wmawia, że rządzi tylko y itd.) Przyjrzyjmy się jakiemuś państwo narodowemu. Nie będę tutaj podawał go z nazwy aby nie czyniono mi z tego później zarzutu – nazwijmy go państwem Z. W państwie Z istnieje tylko jeden naród, który zapisany jest nawet w ustawach jako naród – jemu się należy wszystko. Mimo, że mając obywatelstwo Z nie jesteś członkiem tego narodu co z resztą jest logiczne. Instytucje są stricte tworzone pod potrzeby narodowe, nazwy instytucji są narodowe. Nawet kodeks karny przewiduje oprócz obrazy państwa obrazę narodu . Jeśli przyjdzie ktoś nowy w mikronacjach to szybko może zostać członkiem narodu. Jednak jeśli na forum wypowiadają się ludzie z „przeszłością” to często oskarża się ich o szpiegostwo, wszystko co możliwe się utajnia. Wreszcie prowadzi się politykę oddzielenia obywatela od narodu, narodu pojmowanego już jako małą grupkę sprawdzoną – a inni wara. Oczywiście wcale nie musi być tak w państwie narodowym – to tylko przykład państwa Z. Zdarzają się także państwa narodowe mimo wszystko otwarte na inne narodowości. Jednak wówczas i tak odczuć można ten wątek narodowości państwa – przez nazwy nie tylko władz, ale także inicjatyw itd. A państwo wielonarodowe? Zakładając najlepszy jego model to państwo, które nie używa w prawie pojęcia „naród” a przynajmniej nigdy go nie utożsamia z pojęciem „obywatele” zdając sobie sprawę z istnienia wielu narodów i potrzebie bezstronności. Państwo takie stara się na każdym kroku chociażby nie wiadomo jak było to bezsensowne wskazać bezstronność i brak narodowości w sprawach i sporach wewnętrznych. Na zewnątrz zaś państwo to ma x narodowości i reprezentuje wszystkie narody. Jednak to teoria. W rzeczywistości zauważyć można 2 modele państw wielonarodowych: Model pierwszy to Model Federacyjny reprezentowany na nasze potrzeby przez państwo A. W państwie A istnieje tylko kilka wspólnych urzędów – np. władca i parlament oraz urzędy wspólne typu MSZ lub MON. Wszystko co pozostałe należy do samorządów. Także forum jest podzielone na 3 działy „władza wspólna” „samorząd x, samorząd y” tak aby zaznaczyć istnienie federacji. Wszystko na forum jest umiejscowione w jednym z samorządów. Często bywa tak, że samorządowcy z dwóch regionów jednoczą się, żeby ugrać coś więcej kosztem urzędów wspólnych np. prawo veta. Model drugi to Model Wspólnotowy reprezentowany na nasze potrzeby przez mikronację B. W państwie B samorządy odgrywają ważną, ale mimo wszystko drugorzędną rolę. Urzędy wspólne stanowią 98% wszystkich urzędów, reszta to dopiero władza samorządów. De facto to władze wspólne kształtują politykę samorządów dając im granice ich działania, nie zaś odwrotnie tak jak w państwie A. Na forum istnieje wspólny dział, ale także działy odrębne dla regionów. A gdzie dziś stoli Rzeczpospolita? Moim zdaniem w modelu B przy spełnieniu niemal całej teorii państwa ponadnarodowego. Czy to dobrze? Sądzę, że nikt nie może powiedzieć, że tamten naród rządzi nami, a my nie możemy mieć władzy. Nikt też nie może mówić o dyskryminacji. Co więcej aż członkowie jednego narodu pałają niechęcią do pracy na terytorium rdzennym swoich współbraci ze względu na strach i oskarżenia o zepsucie sprawy – co jest chorobliwe i złe. Warto zauważyć jednak, że RSiT mimo bycia bezstronną przez władze ogólne pomaga władzom samorządowym co jest pewnym paradoksem. Jednak jakie wady mógłby nieść Model państwa A? To pytanie do Was. Który model jest lepszy? To kolejne pytanie do Was.

M.H

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.